Komputery z połowy lat 90 miały w sobie coś, czego bardzo często brakuje współczesnemu sprzętowi. Nie chodzi nawet o nostalgię, gry czy charakterystyczny dźwięk dysku twardego. Chodzi o poczucie kontroli nad sprzętem. Gdy patrzę dziś na płytę ASUS P/I-P55T2P4 z procesorem Pentium 133 MHz, widzę komputer z epoki, w której użytkownik naprawdę uczestniczył w konfiguracji maszyny. Nie klikał gotowych profili w UEFI. Nie wybierał „Auto”. Tutaj wszystko było fizyczne, logiczne i namacalne.
Kilka dni temu w moje ręce trafił właśnie taki zestaw. ASUS P/I-P55T2P4, klasyczny Pentium P54C 133 MHz, pamięci SIMM oraz karta ATI Mach64 PCI. Sprzęt był oczywiście zakurzony i wymagał dokładnego czyszczenia, ale po doprowadzeniu go do porządku wygląda dziś niemal jak nowy. I właśnie podczas pracy z tą płytą ponownie przypomniałem sobie, dlaczego platformy Socket 7 mają dziś tak wyjątkowy klimat.
ASUS P/I-P55T2P4 – jedna z najbardziej kultowych płyt Socket 7
ASUS w połowie lat 90 był już producentem z bardzo mocną reputacją. Płyty tej firmy uchodziły za stabilne, dobrze zaprojektowane i wyjątkowo czytelne. Model P/I-P55T2P4 bardzo dobrze pokazuje filozofię projektowania tamtego okresu.
Na laminacie znajdziemy:
- 4 sloty PCI,
- 3 sloty ISA,
- 4 banki pamięci SIMM 72-pin,
- Socket 7 dla procesorów Pentium,
- kontroler IDE,
- oraz zewnętrzną pamięć cache pipeline burst SRAM.
To idealny przedstawiciel okresu przejściowego między światem DOS-u a Windows 95. Komputer można było wyposażyć jednocześnie w nowoczesną grafikę PCI i starsze karty ISA, takie jak Sound Blaster czy kontrolery portów.
I właśnie takie platformy są dziś uwielbiane przez retro-entuzjastów. Dają dużą elastyczność konfiguracji i pozwalają budować bardzo różne zestawy – od komputerów stricte DOS-owych po maszyny pod Windows 95 i pierwsze gry 3D.
Socket 7 – wyjątkowa epoka przejściowa komputerów PC
Socket 7 był jedną z najbardziej przejściowych epok komputerów PC. W jednym komputerze mogły jednocześnie istnieć technologie z dwóch różnych światów. Obok nowoczesnej grafiki PCI nadal funkcjonowały karty ISA. DOS działał równolegle z Windows 95, a użytkownik wciąż ręcznie konfigurował magistrale, cache i procesor przy pomocy zworek.
To właśnie ta mieszanka „starego” i „nowego” daje dziś tym platformom wyjątkowy klimat.
Z jednej strony:
- nadal mamy klasyczny BIOS,
- ręczne ustawienia,
- pamięci SIMM,
- cache na płycie głównej,
- oraz bardzo fizyczny kontakt ze sprzętem.
Z drugiej:
- platforma jest już znacznie bardziej wygodna niż starsze 386 i 486,
- ma PCI,
- lepszą integrację,
- bardziej logiczny layout,
- i znacznie wyższą kompatybilność.
I właśnie dlatego Socket 7 dla wielu osób stał się idealnym „sweet spotem” retro komputerów.
Pentium 133 MHz – klasyczny procesor epoki Quake’a i Windows 95
W zestawie znalazł się Intel Pentium 133 MHz, czyli klasyczny układ P54C. To jeszcze procesor sprzed ery MMX, pochodzący z czasów, gdy Pentium było synonimem nowoczesnego komputera.
Dla wielu osób właśnie taki sprzęt był pierwszym „prawdziwym” PC:
- z Windows 95,
- napędem CD-ROM,
- kartą dźwiękową Sound Blaster,
- oraz pierwszym internetem przez modem.
Pentium 133 MHz bardzo dobrze oddaje charakter połowy lat 90. To okres:
- DOS-a i Windows 95 działających równolegle,
- przechodzenia z ISA na PCI,
- pierwszych akceleratorów 3D,
- oraz coraz większej popularności komputerów składanych z części.
I właśnie ten ostatni element jest tutaj bardzo ważny.
Prawdopodobnie komputer z końcówki 1996 roku
Jednym z najciekawszych detali całego zestawu okazały się ręcznie opisane naklejki znajdujące się na płycie głównej oraz dwóch modułach SIMM. Na pamięciach można odczytać oznaczenie „16008 12896”, natomiast na laminacie płyty bardzo podobny zapis „4006 12896”.
Najbardziej prawdopodobne wydaje się, że:
- „12896” oznacza grudzień 1996 roku,
- natomiast „16008” odnosi się do pojemności pamięci 16 MB.
To świetnie pasuje do całej konfiguracji komputera. Dwa moduły 16 MB dawały w tamtym okresie bardzo solidne 32 MB RAM, co pod koniec 1996 roku było już naprawdę mocną konfiguracją dla Pentiuma 133 MHz.
Dopiero później komputer został rozbudowany do 64 MB RAM poprzez dołożenie kolejnej pary SIMM-ów z innymi oznaczeniami.
To właśnie takie detale najlepiej pokazują historię dawnych komputerów składanych i rozwijanych przez lata.
Pamięci SIMM i historia dawnych upgrade’ów
Dzisiaj komputer najczęściej kupuje się jako gotową konfigurację. Po kilku latach całość trafia do wymiany. W połowie lat 90 wyglądało to zupełnie inaczej. Komputer żył i ewoluował razem z użytkownikiem.
Najpierw:
- 16 MB RAM,
- potem 32 MB,
- później większy dysk,
- napęd CD-ROM,
- lepsza grafika,
- dodatkowa karta dźwiękowa.
I właśnie takie fizyczne ślady rozbudowy są dziś jedną z najciekawszych części retro hardware’u.
Warto też pamiętać, że pamięci SIMM w Pentiumach działały parami. Pojedynczy moduł miał magistralę 32-bitową, podczas gdy Pentium korzystał z 64-bitowej magistrali pamięci. Dlatego RAM instalowało się po dwa moduły jednocześnie.
Pipeline Burst Cache – gdy cache było fizycznym elementem płyty głównej
Jednym z najciekawszych elementów tej platformy jest pamięć cache L2.
Dzisiaj cache kojarzy się wyłącznie z procesorem. W połowie lat 90 wyglądało to zupełnie inaczej. Cache znajdował się na płycie głównej i był realizowany przez osobne układy SRAM.
Na ASUS P/I-P55T2P4 obecnie zamontowane jest:
- 256 KB pipeline burst cache.
Płyta pozwala jednak rozbudować cache do:
- 512 KB.
Po wykonaniu takiego upgrade’u należało jeszcze odpowiednio przestawić zworki na płycie głównej. I właśnie to świetnie pokazuje klimat dawnych komputerów. Nic nie działo się automatycznie. Użytkownik musiał wiedzieć:
- co zmienia,
- dlaczego to robi,
- i jak poprawnie skonfigurować sprzęt.
Pipeline burst SRAM był wtedy rozwiązaniem klasy premium. Oferował lepszą wydajność niż starszy asynchronous cache i miał realny wpływ na szybkość działania systemu.
ATI Mach64 PCI – jedna z ikon grafiki 2D lat 90
W komputerze znajduje się również karta ATI Mach64 PCI. To bardzo charakterystyczny układ epoki Pentiumów.
ATI Mach64 było znane przede wszystkim z:
- bardzo dobrej jakości obrazu 2D,
- wysokiej kompatybilności,
- oraz dobrego wsparcia dla Windows 95.
W czasach przed dominacją akceleratorów 3D karta graficzna odpowiadała głównie za:
- pracę w Windows,
- wyświetlanie obrazu,
- multimedia,
- i akcelerację GUI.
I właśnie w takich zastosowaniach ATI Mach64 radziło sobie bardzo dobrze.
Pierwsze uruchomienie po latach
Największą niespodzianką było jednak to, że płyta uruchomiła się praktycznie od razu. Po podłączeniu procesora, pamięci SIMM oraz karty ATI Mach64 komputer przeszedł POST bez najmniejszego problemu.
Na ekranie pojawił się klasyczny Award BIOS:
- Pentium-S CPU at 133MHz,
- 65536K OK,
- oraz charakterystyczny komunikat „CMOS battery failed”, typowy dla zużytego układu Dallas RTC.
I właśnie takie momenty są jedną z największych satysfakcji w retro hardware. Przy pierwszym uruchomieniu starej płyty nigdy nie wiadomo:
- czy BIOS jeszcze żyje,
- czy cache działa,
- czy RAM zostanie poprawnie wykryty,
- oraz czy komputer w ogóle przejdzie procedurę POST.
Tutaj wszystko zadziałało praktycznie „od strzała”, co po prawie 30 latach robi naprawdę spore wrażenie.
Dallas RTC – klasyczny problem retro komputerów
Na płycie znajduje się także układ Dallas DS12887. Każdy, kto zajmuje się dziś retro sprzętem, prędzej czy później trafia na ten element.
Dallas łączył:
- zegar RTC,
- pamięć CMOS,
- oraz baterię
w jednej zamkniętej obudowie. Problem polega na tym, że po kilkudziesięciu latach bateria po prostu się wyczerpuje.
Efekt?
- reset ustawień BIOS-u,
- problemy z konfiguracją,
- brak podtrzymania czasu.
To jeden z najbardziej klasycznych „rite of passage” retro komputerów. Jeśli bawisz się starymi płytami głównymi wystarczająco długo, prędzej czy później trafisz na martwego Dallasa.
486 kontra Socket 7 – dlaczego starsze platformy bywają trudniejsze
Uwielbiam również komputery 286, 386 i 486, ale trzeba uczciwie powiedzieć, że starsze platformy potrafią być znacznie bardziej wymagające.
W wielu płytach 486:
- ilość zworek była ogromna,
- konfiguracja procesora i cache bardzo skomplikowana,
- a bez instrukcji uruchomienie płyty bywało czasem praktycznie niemożliwe.
Często dochodziły jeszcze:
- osobne kontrolery IDE,
- dodatkowe karty I/O,
- nietypowe BIOS-y,
- oraz stare baterie CMOS, które po latach zalewały PCB i niszczyły ścieżki.
I właśnie dlatego dziś w pełni sprawna płyta 486 staje się powoli rarytasem.
Socket 7 nadal zachował klimat manualnej konfiguracji, ale był już znacznie bardziej uporządkowany i przewidywalny. Wiele rzeczy było zintegrowanych na samej płycie, a bardzo czytelne opisy na PCB pozwalały często ogarnąć konfigurację nawet bez instrukcji.
Gdy laminat był jednocześnie instrukcją obsługi
Jedną z rzeczy, które dziś robią niesamowite wrażenie w starych płytach ASUS-a, jest czytelność samego PCB.
Laminat pełnił nie tylko funkcję elektroniki, ale również dokumentacji technicznej. Opisy zworek, magistral, cache czy konfiguracji procesora znajdowały się bezpośrednio na płycie. W wielu przypadkach pozwalało to skonfigurować komputer nawet bez instrukcji.
Na ASUS P/I-P55T2P4 praktycznie wszędzie znajdziemy oznaczenia:
- mnożników,
- magistrali,
- konfiguracji cache,
- banków pamięci,
- portów IDE,
- oraz zworek.
To właśnie jedna z rzeczy, które dawały satysfakcjonujące poczucie kontroli nad sprzętem. Patrząc na sam laminat można było zrozumieć architekturę komputera i zależności pomiędzy jego elementami.
Stare płyty potrafią zaskakiwać trwałością
Współczesna elektronika bardzo często traktowana jest jako sprzęt jednorazowy. Tymczasem wiele dobrze zaprojektowanych płyt głównych z lat 90 nadal potrafi działać po niemal trzech dekadach.
Oczywiście największym zagrożeniem dla takich konstrukcji pozostają:
- baterie CMOS,
- korozja,
- uszkodzone kondensatory,
- oraz problemy z pamięcią cache i BIOS-em.
Jeśli jednak sprzęt był odpowiednio przechowywany i nie został uszkodzony przez wyciekającą baterię, dobre płyty ASUS-a nadal potrafią działać zaskakująco stabilnie.
I właśnie to jest chyba najbardziej fascynujące w retro komputerach. Niektóre z tych maszyn nadal funkcjonują i uruchamiają się niemal dokładnie tak samo, jak pod koniec lat 90.
Gdy zworka decydowała o wszystkim
Najbardziej fascynujące w takich komputerach jest jednak coś innego.
Poczucie kontroli nad sprzętem.
Współczesne komputery są niesamowicie zaawansowane, ale większa część działania została ukryta przed użytkownikiem. Firmware sam dobiera ustawienia, zarządza napięciami, timingami i magistralami. W latach 90 wyglądało to zupełnie inaczej.
Tutaj:
- zmieniałeś zworkę,
- uruchamiałeś komputer,
- i natychmiast widziałeś efekt.
Nie było półśrodków.
Albo działało.
Albo nie działało.
I właśnie to dawało bardzo charakterystyczne poczucie obcowania z maszyną. Płyta główna nie była „czarną skrzynką”. Była czytelna, opisana i logiczna. Patrząc na laminat można było zrozumieć:
- gdzie jest cache,
- jak działa pamięć,
- jak ustawione jest FSB,
- oraz które elementy odpowiadają za konkretne funkcje komputera.
Patrząc dziś na ekran Award BIOS-u i 64 MB RAM wykryte podczas POST trudno nie pomyśleć o tym, że ten komputer prawdopodobnie działa nieprzerwanie od końcówki 1996 roku. Był rozbudowywany, czyszczony, modernizowany i używany przez kolejnych właścicieli, a mimo to nadal potrafi uruchomić się „od strzała”.
I chyba właśnie dlatego retro hardware daje dziś tak dużą satysfakcję. To nie są tylko stare podzespoły. To nadal działające fragmenty historii komputerów PC.












0 komentarzy